|
wrz 27
2009
|
Zakupy - nieeee!!!Dodane przez egipcjanin in Nieotagowane |
|
Po ostatnich notkach, ktoś mógłby dojść do mylnego wniosku, że jestem wieczną marudą, człowiekiem, który wciąż musi smęcić i narzekać na wszystko dookoła. Chciałem wyjaśnić, że wcale tak nie jest, a to, że aktualnie spotykają mnie sytuacje, na które nic tylko marudzić - efekt jest taki, a nie inny. Obiecuję, że kolejne notki to nie będzie tylko stękanie, ale też kilka pozytywnych zdań. Tymczasem, jestem zmuszony jeszcze trochę pomarudzić...
Myślę, że każdy z was (kieruje te słowa przede wszystkim do płci męskiej), musiał kiedyś wybrać się zakupy, które to zmieniły się w prawdziwy koszmar. Ja miałem tak w dniu wczorajszym, kiedy mojej mamie przypomniało się, że musi zrobić "małe" zakupy. Sentencja ta, w ustach kobiety brzmi co najmniej dziwacznie i wiedziałem, że nie jest to wypad na kilkanaście minut. Niestety, nie sam nie spodziewałem się, że stracę cały dzień.
Żeby nie było - sam uwielbiam robić zakupy, ale zazwyczaj nie trwa to zbyt długo, chyba, że zakupy mają być obfite. W przypadku mojej mamy tak nie miało być, ot zwyczajny wypad po masło, chleb i mleko. Oczywiście ojciec w pracy, więc ja miałem towarzyszyć jej w pielgrzymce i pomagać pchać wózek. Już samo wejście nie napawało mnie optymizmem, bowiem mama z portfela wyjęła banknot dwustuzłotowy i schowała do kieszeni - to znaczy, że za niedługi czas zostanie on użyty. Zaczęło się niewinnie, bowiem wjechaliśmy w dział z nabiałem i pieczywem. Jajka, mleko, parę bułek, jakiś jogurt i kilka pączków. Nie trwało to nawet pięć minut, ale prawdziwy zwrot akcji pojawił się, kiedy wjechaliśmy w dział z różnego rodzaju słodyczami.
Zaczęło się piekło - moja matka jest wielką fanatyczką słodyczy, mimo, że nie wygląda. Ba, powiedziałbym wręcz, że odchudza się, a jak na czterdziestokilkuletnią kobietę, wygląda całkiem przyzwoicie. Jednak jej pęd do wszelkich żelków, czekolad, batoników, ciastek i innego typu cukrowych produktów, był wręcz niesamowity. Najgorzej jednak, gdy w supermarkecie wybór jest spory i należy rozstrzygnąć, czy wziąć "Pieguski", "Delicje", "Hity" czy cokolwiek innego. Problem w tym, że moja mama zastanawia się naprawdę długo.
Po regałach ze słodkościami, były owoce, potem produkty mięsne, alkoholowe (tu akurat było nieco przyjemniej) i na koniec czipsy oraz napoje. Wszystko w sumie nie trwało aż tak długo jak myślałem, bo około czterdziestu minut. Nie bójcie się jednak - wszystko musi mieć swój tragiczny koniec i tak też było tutaj. Okazało się przy kasie, że na pełen po brzegi wózek, nie wystarczy dwieście złotych i mama musiała pędem pobiec do bankomatu. Nie wspominam o długiej kolejce, jaka wytworzyła się za mną przy kasie. Ludzie przeklinali, wzdychali, marudzili - a ja w samym centrum tego piekła. Najgorsze jednak miało dopiero nadejść, bowiem okazało się, że w bankomacie nie było odpowiedniej kwoty pieniędzy i matka musiała jechać do domu. ja z kolei musiałem cofnąć się i czekać na nią wewnątrz supermarketu.
Czekałem tak godzinę, jeszcze jedną i kolejne pół. Okazało się bowiem, że zepsuł się po drodze samochód i konieczna była wizyta u mechanika. Teraz już wiem, że przez najbliższe kilka tygodni nie wejdę do jakiegokolwiek sklepu, a już nigdy nie pójdę na zakupy z moją mamą. Dowiedziałem się też jednej rzeczy - takiego pecha jak ja, nie ma chyba nikt. Bo czy ktoś z was musiał spędzać kilka godzin w supermarkecie?



