|
paź 14
2009
|
Stały związek to zło! (?)Dodane przez egipcjanin in Nieotagowane |
|
Październik i listopad to o tyle smutne miesiące, że nie można wyjść z domu na mały spacer, bo po kilku chwilach dopada cię zimne powietrze, które sprawia, że na nic nie ma się najmniejszej ochoty. Jeszcze gorzej jest, kiedy nie ma się zajęcia, któremu można by poświęcić wolną chwilę. Nie chodzi o to, że nie mam pasji, ale o to, że w taką pogodę (nie chodząc do szkoły ani nie posiadając pracy, bez przerwy chce się spać. Zastanawiam się nawet czy nie jestem chory na tą chorobę, gdzie zasypia się w każdym możliwym miejscu i jest się bez przerwy potwornie zmęczonym. Jak ona się nazywała…
Na szczęście nie tylko ja popadłem w jesienny dół, przed którym niemalże nie ma ucieczki. Mój bardzo dobry znajomy, który różni się ode mnie tylko tym, że ma dziewczynę, jest w podobnej sytuacji, tylko, że on, posiada jeszcze obowiązki względem tej dziewczyny. Kiedy całkiem niedawno był u mnie, opowiedział mi kilka szczegółów z życia z kobietą, które nie tylko nie natchnęły mnie optymizmem, ale także wyraźnie zasugerowały, żebym nie szukał sobie kobiety, bo to tylko i wyłącznie tragedia goniąca tragedię.Pech chciał, że owy kolega od miesiąca z nią mieszka. I jak do tej pory wszystko było w porządku (byli ze sobą od dwóch lat), tak teraz ich związek wisi na włosku, co spowodowane jest przede wszystkim pierdołami, które w teorii nie powinny ważyć na tym, czy dana para zostanie ze sobą czy rozejdzie się z bólem głowy. Otóż dziewczyna mojego znajomego stała się prawdziwym potworem – ma do niego ciągłe pretensje o to, że kładzie spodnie tam gdzie nie trzeba i robi mu awantury o to, że nie umył kubka i to ona musi to robić. On, jak na dobrego chłopaka przystało, stara się wpoić nowe zasady i iść na ustępstwa (bo po co robić sobie niepotrzebnie kłopoty), ale często zapomina, że mydło powinno leżeć na mydelniczce, a nie na rogu wanny.
Jego bolączką są przyzwyczajenia, które dla partnerki wyglądają na totalne olewanie jej słów. Ponadto opowiadał mi nieco o sprawach intymnych i o tym, jak bardzo podupadają one kiedy mieszka się wspólnie. Ponoć kiedy widział się z nią dwa razy w tygodniu, jego testosteron rozsadzał go od wewnątrz, a teraz poruszenia nie wywołuje nawet to, kiedy jego dziewczyna przebiera się przed nim. Wydało mi się dziwne, bo to fajne dziewczę o ładnym ciele i zastanowiłem się nawet, czy nie zechciałby mi jej oddać. I on by odetchnął i ja miałbym co robić w wolne, jesienne popołudnia…
Doszedłem więc do wniosku (zmieniając przy tym swoje zapatrywania na związek), że nie będę sobie szukał kobiety na stałe. Chyba lepiej nie wchodzić z butami do jednej rzeki kilka razy, ale odwiedzać różne jeziora – wtedy ani nie będzie znudzenia, ani nikt nie będzie robił ci awantury z tego powodu, że powiesiłeś ręcznik na zły wieszak w łazience. Jakie są wasze zapatrywania na tę kwestię?




