|
wrz 04
2009
|
Praca (prawie) idealnaDodane przez egipcjanin in Nieotagowane |
|
Biorąc pod uwagę to, że każdy musi zarabiać, bo życie na czyjejś "łasce" nie jest niczyim szczytem marzeń, również ja znalazłem swoją posadę. To dopiero początek mojej kariery, więc postanowiłem wziąć się za to, co proponowali mi znajomi, będący ode mnie o krok dalej. McDonald's to wielka firma, więc i praca tam to spore wyznanie, szczególnie dla człowieka, który w fast-foodzie stołować się uwielbia i nie może żyć bez kilku cheesburgerów na tydzień. Udając się na pierwszy dzień pracy miałem dwa cele - nie przepracować się za bardzo i trochę podjeść...
Biorąc pod uwagę to, że każdy musi zarabiać, bo życie na czyjejś "łasce" nie jest niczyim szczytem marzeń, również ja znalazłem swoją posadę. To dopiero początek mojej kariery, więc postanowiłem wziąć się za to, co proponowali mi znajomi, będący ode mnie o krok dalej. McDonald's to wielka firma, więc i praca tam to spore wyznanie, szczególnie dla człowieka, który w fast-foodzie stołować się uwielbia i nie może żyć bez kilku cheesburgerów na tydzień. Udając się na pierwszy dzień pracy miałem dwa cele - nie przepracować się za bardzo i trochę podjeść...
Zdziwienie jakie mnie ogarnęło, było całkiem pokaźne. Okazało się bowiem, że praca w najbardziej znanej firmie świata to nie przelewki. Nie ma tutaj mowy na jakiekolwiek obijanie się, a podżeranie bułek czy frytek to natychmiastowe zwolnienie. Pierwszy dzień w pracy to prawdziwy koszmar - restaurację odwiedziła wycieczka kolonijna i wszystkie kasy pracować musiały na pełnej parze. Ja niespecjalnie dawałem sobie radę, bo przez niemal cały czas myliły mi się ceny stu tysięcy różnych zestawów, w efekcie czego, niektórzy za mały zestaw, płacili jak za zestaw XXXL.
W efekcie tego, zostałem wysłany na czyszczenie łazienek, a także zamiatanie restauracji. Dzieci jak to dzieci - mają to do siebie, że potrafią nieźle nabrudzić. Jednak sytuacja w McDonald's przeszła moje najśmielsze oczekiwania - frytki latały w powietrzu, na podłogę spływały fale ketchupu, a w dodatku nie wszyscy przeczytali wskazówkę, że do śmieci, tac się nie wrzuca. Grzebanie w resztkach, w poszukiwaniu tac, to prawdziwa katorga i do teraz nie jestem w stanie domyć rąk. Nie inaczej było w toaletach - tam rolę frytek i ketchupu, zastąpiły papier toaletowy i... No mniejsza z tym.
Pierwszy dzień to także pierwsze wpadki, ale to co stało się pod koniec dnia, jest wręcz nie do opisania. Jak to w moim przypadku bywa, mam olbrzymiego pecha - zatrzasnąłem się w restauracyjnej, zapchanej papierem toaletowym toalecie. Wszystko przez to, że jakiś bachor, eksperymentował z zamkiem, czego ja niestety nie zauważyłem. Pech chciał, że w momencie, kiedy stałem się zakładnikiem kibelka - wypadała moja rola na kasie. W tym czasie zrobił się dość spory wężyk klientów, a moje dwie koleżanki, nie dawały sobie rady.
W ten oto sposób, zakończył się mój pierwszy dzień pracy. Mimo najszczerszych chęci, nie udało mi się wypaść korzystnie, ale to chyba normalne - to nie zajęcie dla mnie. Ja potrzebuje czegoś, gdzie faktycznie będę mógł ukazać pełnię swoich umiejętności. Szkoda, że tak trudno dostać posadę prezesów i dyrektorów, bo tam z pewnością dałbym sobie radę. Jedno wiem na pewno - w fast-foodzie nie zjawię się przez najbliższe kilka miesięcy...
Biorąc pod uwagę to, że każdy musi zarabiać, bo życie na czyjejś "łasce" nie jest niczyim szczytem marzeń, również ja znalazłem swoją posadę. To dopiero początek mojej kariery, więc postanowiłem wziąć się za to, co proponowali mi znajomi, będący ode mnie o krok dalej. McDonald's to wielka firma, więc i praca tam to spore wyznanie, szczególnie dla człowieka, który w fast-foodzie stołować się uwielbia i nie może żyć bez kilku cheesburgerów na tydzień. Udając się na pierwszy dzień pracy miałem dwa cele - nie przepracować się za bardzo i trochę podjeść...
Zdziwienie jakie mnie ogarnęło, było całkiem pokaźne. Okazało się bowiem, że praca w najbardziej znanej firmie świata to nie przelewki. Nie ma tutaj mowy na jakiekolwiek obijanie się, a podżeranie bułek czy frytek to natychmiastowe zwolnienie. Pierwszy dzień w pracy to prawdziwy koszmar - restaurację odwiedziła wycieczka kolonijna i wszystkie kasy pracować musiały na pełnej parze. Ja niespecjalnie dawałem sobie radę, bo przez niemal cały czas myliły mi się ceny stu tysięcy różnych zestawów, w efekcie czego, niektórzy za mały zestaw, płacili jak za zestaw XXXL.
W efekcie tego, zostałem wysłany na czyszczenie łazienek, a także zamiatanie restauracji. Dzieci jak to dzieci - mają to do siebie, że potrafią nieźle nabrudzić. Jednak sytuacja w McDonald's przeszła moje najśmielsze oczekiwania - frytki latały w powietrzu, na podłogę spływały fale ketchupu, a w dodatku nie wszyscy przeczytali wskazówkę, że do śmieci, tac się nie wrzuca. Grzebanie w resztkach, w poszukiwaniu tac, to prawdziwa katorga i do teraz nie jestem w stanie domyć rąk. Nie inaczej było w toaletach - tam rolę frytek i ketchupu, zastąpiły papier toaletowy i... No mniejsza z tym.
Pierwszy dzień to także pierwsze wpadki, ale to co stało się pod koniec dnia, jest wręcz nie do opisania. Jak to w moim przypadku bywa, mam olbrzymiego pecha - zatrzasnąłem się w restauracyjnej, zapchanej papierem toaletowym toalecie. Wszystko przez to, że jakiś bachor, eksperymentował z zamkiem, czego ja niestety nie zauważyłem. Pech chciał, że w momencie, kiedy stałem się zakładnikiem kibelka - wypadała moja rola na kasie. W tym czasie zrobił się dość spory wężyk klientów, a moje dwie koleżanki, nie dawały sobie rady.
W ten oto sposób, zakończył się mój pierwszy dzień pracy. Mimo najszczerszych chęci, nie udało mi się wypaść korzystnie, ale to chyba normalne - to nie zajęcie dla mnie. Ja potrzebuje czegoś, gdzie faktycznie będę mógł ukazać pełnię swoich umiejętności. Szkoda, że tak trudno dostać posadę prezesów i dyrektorów, bo tam z pewnością dałbym sobie radę. Jedno wiem na pewno - w fast-foodzie nie zjawię się przez najbliższe kilka miesięcy...




