|
sie 29
2009
|
Praca, praca, bezrobocie..Dodane przez egipcjanin in Nieotagowane |
|
Nie wiem czy już wam mówiłem, ale w kwietniu tego roku skończyłem szkołę. Nie, nie kiblowałem roku, a chodziłem do czteroletniego technikum mechanicznego. Być może to nie jest żaden szczyt marzeń człowieka z ambicjami, ale nie ma co narzekać - ważne, że szkolne piekło już za mną. Teraz, kiedy kończą się wakacje, czas rozejrzeć się za pracą, bo moi rodzice zaczynają krzywo patrzeć na moje całodzienne leżenie do góry brzuchem. Czuję, że zbliża się apokalipsa, której chyba nie dam rady powstrzymać...
W każdym razie postanowiłem podjąć jakieś kroki i przedwczoraj kupiłem gazetę z ogłoszeniami o pracy. Biorąc pod uwagę to, że jedyny język, który jako tako opanowałem to jenzyg polzgi, nie mam szans na pracę jako recepcjonista w hotelu, ekspedient w butiku czy sprzedawca biletów na mecze piłkarskie, na pobliskim stadionie. Okazuje się, że nawet w ręcznej myjni samochodowej muszę znać trzy języki - chyba po to, żeby potrafić rozróżnić obcokrajowca po tablicy rejestracyjnej i ewentualnie wcisnąć mu wyższe ceny, niż te standardowe.
Kilka ofert pracy przekreśla także moja płeć. Nie dla mnie praca sekretarki w biurze prezesa, ani tym bardziej pani do towarzystwa w pewnej znanej placówce rozrywkowej. Ze względu na wiek i brak doświadczenia pozycja dyrektora w firmie budowlanej, jest poza moimi możliwościami, a pracy jako budowlaniec nie dostanę, bo jestem cherlakiem. Jedyne oferty, jakie pozostały to praca zbieracza aluminiowych puszek i złomu, ale to też nie dla mnie, bo ze względu na częste bóle kręgosłupa, ciężko mi się schylać.
Jako, że nie znalazłem dla siebie nic konkretnego, postanowiłem poradzić się moich znajomych, którzy w wakacje chwytali się jakichś dorywczych prac. I wtedy olśniło mnie - postanowiłem spróbować swoich sił w znanej wszystkim restauracji McDonald's. Co prawda zarobki początkowe nie miały być wysokie, ale zawsze lepsze to niż nic. Pracę zaczynam od przyszłego tygodnia i wtedy na pewno pochwalę się, jak mi idzie. Może czasami coś podjem (?), bo fast foody wręcz uwielbiam... A i będzie okazja do zapoznania jakiejś miłej mcdonaldziej kasjerki, która zakocha się we mnie bez pamięci. Zobaczymy...



