|
wrz 09
2009
|
Polska, biało-przegrani...Dodane przez egipcjanin in Nieotagowane |
|
Nie wiem czy o tym wspominałem, ale jestem wielkim fanem piłki nożnej. Już od małego, wraz z tatą siadałem przed telewizorem i pasjonowałem się wszelkiego rodzaju meczami, czy to reprezentacyjnymi czy klubowymi. Oczywistym jest chyba, że jako Polak, kibicuje naszym piłkarzom i zawsze odziany w szalik reprezentacji i biało-czerwone barwy na twarzy, siadam w swoim fotelu, wraz z paczką czipsów i (niekiedy) czymś nieco bardziej gazowanym. Tak też było w sobotę siódmego września, kiedy to jedenastka Leo Benhałera stanęła naprzeciw rzemieślnikom z Irlandii Północnej.
Oczywiście nie dopuszczałem do siebie myśli o jakimkolwiek innym wyniku, niż zwycięstwo naszych i jak się później okazało - był to błąd. Oczywiście, jako wielki patriota i człowiek wierzący w umiejętności naszych piłkarzy, postawiłem u bukmachera całkiem przyzwotą kwotę 200 złotych na zwycięstwo Polski. Kwestią było tylko ile goli wciśnie przeciwnikom, niepolski notabene, duet Rodżer - Obraniak. Stawiałem na 4-0, a może coś więcej? W końcu San Marino dostało "dychę" w plecy, a bramkarza rywali, który na co dzień jest też bramkarzem w jednym z klubów muzycznych, wyrzucili ponoć z roboty.
Zasiadłszy na moim tronie, włączyłem transmisję. kiedy usłyszałem hymn i ujrzałem Naszego pomocnika Mariusza L., puszczającego oko do kamery - wiedziałem, że będzie dobrze. Pierwsze kilka podań naszych, zweryfikowało moją opinię do tego stopnia, że przez gardło nie przechodziły mi moje ulubione, bekonowe chrupki z Biedronki. Zielone ludki, były od nas kilka razy szybsi, przez co przechwytywali każde podanie. przez chwilę myślałem, że nasi wyczekują rywala i udają tylko ospałość, by wciągnąć rywala na własną połowę, a potem skutecznie kontratakować. Być może taki plan w istocie miał nasz holenderski trener, ale przez jakiś dziwny zbieg okoliczności, to goście trafili pierwsi do siatki. Nasz bramkarz, Borubar, zapomniał złączyć przy interwencji nogi, co niestety zauważył gracz drużyny przeciwnej...
Końcówka pierwszej połowy, napawała jednak sporym optymizmem - nasz nowy Polak, Obraniak zaczął szaleć i najpierw jego strzał zatrzymał obrońca, a potem... słupek. Pech chciał, że w przerwie, nasz trener doszedł do wniosku, że Ludwik wciąż nie osiągnął "Internaszynal Lewel" i ściągnął go z boiska. Zastąpił go pozostający bez klubu, Ebi Smolarek. Z tych Smolarków. Podobno wciąż nie znalazł sobie nowego pracodawcy, bo ceni sobie niezależność, ale o jego formę mogliśmy być spokojni...
Mecz w drugiej połowie nie uległ specjalnie zmianie. Mimo, że nasza obrona była dziurawa jak ser szwajcarski, a ratowała nas tylko nieskuteczność Irlandczyków, wciąż byłem dobrej myśli. Nie myliłem się - wspaniałą akcję przeprowadzili nasi już w 80. minucie gry, a piłkę wepchnął jakimś cudem do bramki, Mariusz L. Od tej chwili nasi prężne zaatakowali i każdy kibic wiedział, że będzie dobrze. Przyciśnięci Irlandczycy, pozwolili oddać naszym półtora strzału i niestety dla nas, obrona Częstochowy, okazała się dla nich skuteczna.
Mimo, że wszyscy grzmią, a specjaliści mówią o pogrzebie polskiej piłki, ja wierzę, że pojedziemy do ciepłej Afryki na mundial. W końcu jak to mawiają, Polak potrafi, nawet... jeśli nie potrafi.



